Category Archives: Wywiad miesiąca

To nie są tylko rzeczy – rozmowa z Zuzanną Szpunar i Zuzanną Małgorzatą Kotyrą, założycielkami firmy SuzieQ,

DSC_2534

Wasza firma powstała dzięki funduszom z Unii Europejskiej. Jak się dowiedziałyście, ze istnieje taka możliwość?

Zuzanna Małgorzata Kotyra: Skorzystałyśmy z programu o nazwie „Przedsiębiorczość jest kobieca”, który był organizowany przez Fundację Inicjowania Rozwoju Społecznego z Poznania. Zgłosiłyśmy się do niego w październiku 2013 roku. O programie dowiedziałyśmy się w punkcie konsultacyjnym na ul. Zana w Lublinie, gdzie udzielono nam szczegółowych informacji. Dzięki temu mogłyśmy rozeznać się w bieżącej sytuacji dotyczącej programów i znaleźć najbardziej nam odpowiadający.

Zuzanna Szpunar: Bardzo dużą pomoc uzyskałyśmy ze strony pani Magdaleny Tomczyk, która wprowadziła nas i pomogła wybrać program. Nie wszystko szło jednak tak łatwo. Próbowałyśmy kilka razy zakwalifikować się do programu. Najpierw wzięłyśmy udział w rekrutacji, złożyłysmy wniosek, a dopiero później po ocenie formalnej nastąpiła ocena merytoryczna. Program zaczyna się od szkolenia całej zakwalifikowanej grupy i tworzenie biznesplanu, który kosztował nas bardzo dużo pracy. Stworzony biznesplan podlega następnie ocenie i zapada decyzja odnośnie przyznania lub nieprzyznania dofinansowania.

Skąd pomysł na działalność?

ZK: Z potrzeby serca i rąk. To była długa droga, w połowie której się spotkałyśmy. Nie wyobrażałam sobie pracy umysłowej, chociaż miałam ku temu możliwość, jednak po skończeniu studiów doszłam do tego, że chciałam coś pracować twórczo, robić coś własnymi rękoma. Wtedy spotkałam Zuzę, która miała ten sam pomysł, co było bardzo ciekawe, że ta sama myśl powstała w dwóch głowach jednocześnie.

ZS: U mnie było trochę inaczej. Nie wiedziałam za bardzo, co chcę robić po studiach. Wiedziałam, że chcę robić coś twórczego. Skończyłam historię sztuki i psychologię, ale postanowiłam tworzyć coś dla ludzi. Zafascynował mnie patchwork, czyli technika polegająca na tworzeniu wzorów ze złączonych kawałków materiałów. Urządzałam w tym czasie mieszkanie i chciałam mieć coś takiego, więc postanowiłam nauczyć się szyć. Wtedy poznałam Zuzę na spotkaniu Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego i zaczęłyśmy rozmawiać na temat, co będziemy robić po studiach. Powiedziałam, że lubię szyć, na co Zuzia – „ja też!”. Byłyśmy wtedy na kursie krawieckim. Po pewnym czasie doszłyśmy do wniosku, że można by razem założyć firmę. W czasie studiów pracowałam jako kelnerka, barmanka, wykonywałam rożne prace biurowe i wiedziałam, że mam za sobą pracę, która pozwala mi tylko zarabiać. Chciałam pójść za tym, co chcę robić naprawdę. Sama na pewno nie odważyłabym się na założenie firmy.

ZK: Ja podobnie. Miałam gdzieś tam w głowie zalążki pomysłu, ale znajdowało się to raczej w sferze marzeń – „kim będę w przyszłości?”. Wzajemnie dodałyśmy sobie odwagi.

Czym zajmuje się wasza firma?

ZS: Projektujemy i szyjemy odzież użytkową. Nie chcemy powtarzać tego, co spotykane jest na sklepowych półkach.

ZK: Chcemy też, aby nasi klienci się wyróżniali. Chciałyśmy sprawić, aby nasi klienci czuli się dobrze, aby mieli coś, co jest dotąd niespotykane, jedyne i niepowtarzalne.

ZS: Szukamy odpowiedzi na to, czego ludzie chcą, co im się podoba. Obserwacja jest bardzo inspirująca.

Jakie wsparcie uzyskałyście ze strony Unii?

ZS: Byłam „przedstawicielem” naszej firmy. Poszłam na szkolenie, które obejmowało zagadnienia księgowości i marketingu, sprzedaży, a później również pisania biznesplanu. Dodatkowo były szkolenia indywidualne z zakresu księgowości, prawa pracy, doradztwa gospodarczego, psychologii w zależności od preferencji.

ZK: Otrzymałyśmy również oprócz pieniędzy na działalność, wsparcie pomostowe. Przez sześć miesięcy działania firmy dostawałyśmy co miesiąc określoną sumę pieniędzy, które przeznaczane były na koszty działalności. Takie wsparcie było wówczas bardzo potrzebne.

ZS: Jako młode osoby, niemające odłożonych własnych oszczędności, nie mogłybyśmy sobie pozwolić na takie przedsięwzięcie.

Czy uczestnictwo w programie uzależnione było od wkładu własnego?

ZK: Nie. Wszelkie posiadane dotąd zasoby na pewno by się przydały, ale bez tego prowadzenie działalności byłoby możliwe.

ZS: Nasz wkład własny w postaci posiadanych rzeczy okazał się bardzo pomocny. Bardzo pomagała nam rodzina.

Jakich rad udzieliłybyście osobom chcącym założyć własną działalność?

ZK: Ja mam wielką radę! Nie powiem „nie bać się”, bo strach był i cały czas gdzieś jest, ale należy pilnować swego celu. Jeżeli czuje się, że ma się pasję, to dążyć do tego trzeba mimo wszystko, bo to się po prostu opłaca, niekoniecznie finansowo, ale przynosi korzyść dla siebie.

ZS: Zbierać dużo wcześniej wszelkie informacje na temat rynku, klientów, sposobów pozyskiwania klientów, środków. W naszym przypadku było to zbyt krótki okres na spokojne przyswojenie wszystkich tych zagadnień. Warto robić to na spokojnie i z rozwagą, ponieważ wymaga to sporo czasu. To pozwoli czuć się pewniej.

Czy polecacie korzystanie z funduszy unijnych?

ZK: Oczywiście. Często się słyszy „i tak cię tam oszukają”, my też to słyszałyśmy. Przekonałyśmy się jednak na własnej skórze, że ktoś nam pomógł. Nie byłybyśmy w tym miejscu teraz, gdyby nie dofinansowanie. Nawet gdyby udało nam się założyć firmę, to nie wyglądałaby tak jak teraz.

ZS: Bardzo bałyśmy się, że nie uda nam się niczego załatwić bez znajomości. Wiele osób nam powtarzało, że w Lublinie tak jest, że dofinansowania otrzymują tylko znajomi lub rodzina. Okazało się to nieprawdą, ponieważ udało nam się uzyskać fundusze bez żadnego oparcia na koneksjach.

Czy dostrzegacie jakieś minusy unijnej pomocy?

ZK: Zdecydowanie uciążliwa była dla nas biurokracja i pilnowanie każdej cyferki numeru seryjnego maszyny. Teraz jednak rozumiem, że było to konieczne. Jest to sposób zabezpieczenia się instytucji przed nieuczciwymi ludźmi, którzy próbują przeznaczać dotacje na różne inne cele.

Co było dla was największym problemem w zakładaniu działalności?

ZS: Sama rejestracja nie była problemem, ponieważ procedura jest aktualnie bardzo uproszczona i trwało to właściwie parę minut. Nie wspomnę tutaj jednak o warunkach i kosztach prowadzenia działalności w naszym kraju.

ZK: Początkowo problemy sprawiało nam ogarnięcie całego „bałaganu” związanego z zakładaniem firmy. Wszystko zaczyna sie od małych rzeczy typu pilnowanie terminów płatności rachunków, aż po codzienne rzeczy, bo jeżeli nie rozpalisz w piecu, to będziesz mieć zimno w pracowni.

ZS: Nie można tego porównać też ze zwykłą pracą, gdzie przychodzi się, mając wyznaczony czas pracy i obowiązki. Tutaj trzeba robić wszystko, na wszystkim się znać i być cały czas do dyspozycji. Zakres obowiązków przedsiębiorcy jest szeroki i może się rozszerzać. Jest to trudne dla dziewczyn, które pracowały dorywczo u kogoś, a nagle zaczynają prowadzić firmę. Poważna sprawa.

ZK: Liczymy, że za kilka lat będziemy mogły  zorganizować miejsce pracy dla kogoś i to jest super.

ZS: Dzięki wsparciu unijnemu możemy się uczyć i spokojnie prowadzić działalność.

ZK: Nieocenione jest też wsparcie rodziny i przyjaciół.

Czym chcecie się podzielić z naszymi czytelnikami?

ZS: Kiedyś usłyszałam takie zdanie, że to, czego boimy się najbardziej –  jakiś cel – jest tym, czego pragniemy najbardziej. Przekroczenie granicy tego lęku daje największą radość.

ZK: Polecam każdemu, kto się waha, aby odważył się i spróbował podjąć się trudu prowadzenia własnej firmy, bo naprawdę warto. Oznacza to masę kontaktów z ludźmi, wkładanie serca w swoją działalność. Mamy dość pustki, dość nudy, dość bierności – tworzymy, ponieważ to nie są dla nas tylko rzeczy.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia

ZS i ZK: Dziękujemy

Rozmawiał Karol Milaniuk

Najważniejsze są chęci i miłość do tańca – rozmowa z Izabelą Krzak, członkinią zespołu „Lucabra”.

wywiad[1]

- Czym jest ATS?

ATS® czyli American Tribal Style® odmiana tribalu stworzona przez Carolenę Nericcio (FatChanceBellyDance). ATS® bazuje na tzw. zbiorowej improwizacji, oparty na systemie kroków i kombinacji podzielonych na szybkie i wolne, które zawierają w sobie elementy m.in. tańca brzucha, flamenco i tańców indyjskich, tańczony do muzyki etnicznej opartej często na rytmach arabskich. Improwizacja prowadzona jest przez lidera, który sygnalizuje następny krok (lub kombinację), używając sygnałów. Grupa ustawiona jest w określonej formacji. W trakcie jednego tańca lider może zmieniać się wielokrotnie.

Daleko mi do spełnienia – rozmowa z Cezarym „CeZikiem” Nowakiem.

CeZik-fot-autor-Pawel-Kuzmicki3n[1]

Jak ci się podoba w Lublinie?
Rewelacja. Ile razu tu jestem, zawsze jest super.

Jesteś multiinstrumentalistą, wokalistą, a twoje koncerty to swego rodzaju performance’y. Czy zawsze tak wyglądały?
Na początku nie miałem konkretnego pomysłu na koncert i szedłem trochę na żywioł, ale nie chciałem też, żeby był normalny, to znaczy taki, jak jest zazwyczaj: kapela gra kilka kawałków i schodzi ze sceny. Chciałem, żeby mój koncert był bardziej interaktywnym muzycznym spotkaniem.

Muzyka to nasz zawód – wywiad z Wojciechem Zającem, członkiem „Grupy Goście”

Goście

Karol Milaniuk: Skąd wziął się pomysł na założenie „Grupy Goście„? Jak się spotkaliście?

Wojciech Zając: Poznaliśmy się w jednej z lubelskich agencji koncertowych, z która współpracowaliśmy. Zespół powstał w 2001 roku, założył go Konrad ze swoją siostrą Martą. Oboje pograli przez rok, dwa, po czym zawiesili działalność, ponieważ nie mieli za bardzo na to czasu, ze względu między innymi na studia. W agencji popracowaliśmy razem, pojeździliśmy, pograliśmy koncerty, tym samym zgraliśmy się. W 2010 wpadliśmy na pomysł, żeby reaktywować zespół i ruszyć na „lekki” podbój Lublina. Na początku traktowaliśmy to jako zabawę, ponieważ wcześniej było to stricte coverowe granie. Konrad jednak miał na myśli inny profil muzyczny, chciał iść w kierunku bluesa, rocka, ale ja za taką muzyką nie przepadam, więc przekonałem kolegów na „modne” granie. Zmieniliśmy repertuar „starej Grupy Goście” i przybraliśmy charakter zespołu, grającego rockowe covery piosenek z gatunku muzyki elektronicznej.

Muzyka to moja pasja – wywiad z Piotrem Brzezińskim

Peter-J-Birch-fot-Alicja-Protasewicz1

Karol Milaniuk: Ostatnio koncertowałeś w Czechach i na Słowacji. Jak byłeś odbierany przez naszych południowych sąsiadów?

Peter John Birch: Bardzo pozytywnie. Po raz pierwszy byłem na Słowacji, w Czechach po raz drugi. Trafiliśmy w to samo miejsce, co wcześniej, więc przyszły osoby, które pamiętały mój poprzedni występ. To było bardzo ciepłe przyjęcie. Grałem w klubach, gdzie przychodzi garstka ludzi, jakieś 30–60 osób, ale to była wspaniała przygoda i bardzo miło ją wspominam. Obawialiśmy się nieco, ale pod względem koncertowym całkiem nieźle to wypadło.