Z iluzją w Kenii – rozmowa z iluzjonistą Piotrem Denisiukiem

WywiadPiotrD,styczeń,ArchiwumIluzjonisty2

Kim był Piotr Denisiuk zanim został iluzjonistą?

Byłem przeciętnym gimnazjalistą, który nie miał żadnej pasji. Chodziłem do szkoły muzycznej, sześć lat grałem na akordeonie, dwa lata na pianinie, ale nie było to coś, czym się fascynowałem. Potem zająłem się bieganiem. W drugiej klasie gimnazjum zaczęła się iluzja.

Jak wyjaśniłbyś naszym czytelnikom różnicę między iluzjonistą a magikiem?

Iluzjonista i magik w zasadzie oznaczają tą samą osobę. W języku polskim nie ma znaczących różnic, natomiast w języku angielskim istnieją dwa słowa „illusionist” i „magician”. Iluzjonista to osoba, która robi „duże iluzje” jak David Copperfield, który wywołuje konkretne emocje w swoim widzu, zabiera go w magiczny świat. Natomiast magik specjalizuje się w stand-upach, czyli występach rozrywkowych. W Polsce słowo iluzjonista jest określeniem bardziej prestiżowym, magik jest słowem potocznym.

Jak się zainteresowałeś iluzją?

Zobaczyłem sztuczkę w Internecie, była to „znikająca karta”. Postanowiłem, że się tego nauczę. Po pół roku trafiłem na forum iluzjonistów, gdzie wysyłałem nagrane przeze mnie filmiki. Pokazywałem wszystkie triki, które się nauczyłem, a iluzjoniści mówili, co w danej sekundzie robię źle, nad czym muszę jeszcze popracować, a co jest dobrze. Zacząłem występować z wolontariatem. Dało mi to bardzo dużo doświadczenia, ponieważ były to występy dla trudnej młodzieży. Później zaczęły się pierwsze występy w restauracjach, na weselach i na ulicy.

Którą ze swoich sztuczek lubisz najbardziej?

Ulubionej nie mam. Ostatnio robię numer, który wykonywał ostatni z wielkich iluzjonistów, Houdini – połykanie igieł. Bardzo mi się to podoba. Polega on na tym, że połykam po kolei dwadzieścia dwie igły, później połykam kawałek sznurka i wszystko to wyciągam połączone. Ta sztuczka bardzo się podoba. Wykonuję ją w finale mojego występu.

W grudniu wyjechałeś do Kenii. Była to nagroda główna w konkursie fundacji Photography for Nairobi. Do wyboru miałeś jeszcze lot do Indii i USA. Dlaczego wybrałeś Kenię?

Ponieważ stwierdziłem, że w USA jest za drogo (śmiech). Zostały więc Indie i Kenia. Pomyślałem sobie: Indie – bardzo fajny inny kraj, inna kultura. Jednak stwierdziłem, że wolę pojechać do Afryki, do Kenii. Już od dziecka mnie tam ciągnęło. Jeszcze jako nastolatek interesowałem się kulturą reggae, miałem dredy. Bardzo nęcił mnie klimat Afryki.

Jakie najciekawsze wspomnienie przywiozłeś stamtąd?

To był chyba drugi lub trzeci dzień pobytu w Kenii. Przyjechałem do Mombasy nocnym autobusem. Tuż po wschodzie słońca zamówiłem sobie kawę, wyszedłem na zewnątrz i spotkałem Araba w wieku około pięćdziesięciu lat i się z nim zaprzyjaźniłem. Chodziłem z nim po wybrzeżu Oceanu Indyjskiego i rozmawiałem. Okazało się, że to jest bardzo poważana, mądra osoba, z doświadczeniem życiowym. Jego ksywkę „Oly” malowano na ścianach sprejami. Dzięki niemu i siostrom zakonnym przez cały pobyt w Kenii zapłaciłem tylko za cztery noclegi. Resztę czasu spędziłem u niego. Pokazał mi, jak żyją lokalni ludzie. Spędzałem czas z jego przyjaciółmi. Byłem jedynym białym, który z nimi chodził, rozmawiał i pił czaj.

Jak Kenijczycy odbierali twoje występy?

Bardzo żywo. Zauważyłem, że my, biali, reagujemy ze znacznie większym dystansem. W Kenii każda moja sztuczka spotykała się z okrzykami zachwytu ze strony widowni. Oni nigdy tego nie widzieli. Występowałem dla osób w Nairobi, dla dzieciaków w wioskach oraz dla znajomych Sułtana.

Dla mnie podczas występów bardzo ważna jest interakcja, rozmowa. Natomiast oni w ogóle nie zwracali na to uwagi. Dla nich najważniejszy był ten jeden moment, w którym coś znikało lub się pojawiało.

Jakie są twoje plany na przyszłość? Iluzja to twoja praca czy raczej hobby?

Już od jakiegoś czasu zarabiam na tym i jest to najlepsza praca, z którą wiążę swoją przyszłość. Wiem, że nie mógłbym pójść na żaden etat, żeby pracować po osiem godzin. Chciałbym w miesiącach wakacyjnych występować na ulicy, żeby co nieco zarobić w sezonie. Poza tym prowadzę pokazy na firmówkach, weselach. Ponadto chcę dużo podróżować. Wyprawa do Kenii zainspirowała mnie do tego. Teraz myślę o Australii i Nowej Zelandii. Poza tym jeszcze myślę o powrocie do Afryki, o podróży do Tanzanii i zdobyciu Kilimandżaro.

Jak myślisz – skąd bierze się w ludziach taka tęsknota do iluzji i magii, co ich tak w niej pociąga?

Po pierwsze występów iluzjonistów „na żywo” nie widzi się często. Po drugie, gdy zobaczy się, jak ktoś robi coś niemożliwego, pojawia się pytanie: jak on to robi?. Ludzie w tej szarej codzienności czują tęsknotę do nadzwyczajnych rzeczy.

Dziękujemy za rozmowę.

Dziękuję.

Rozmawiały Agnieszka Dyczko i Joanna Rusecka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>